o pożytkach płynących z picia na ulicy, a nie w dystyngowanych lokalach
przechodziłem ci ja koło lokalu, w którym podawali “piwo” za 9 zł.
wszedłem i zamówiłem, gdyż śpiewała niewiasta w towarzyszeniu instrumentarium.
cóż
nie dla psa kiełbasa, nie dla chama odchamianie
zanim podali piwo, band zakończył granie, więc spiłem na chybcika i zabrałem się w stronę mojego ulubionego nocnego.
zakupiłem tradycyjny zestaw na powrót do domu i dziarskim krokiem ruszyłem przed siebie (w witrynie żabki zobaczyłem jakiś periodyk, w którym pokazywali największego szatana i największą idiotkę – razem na wakacjach)
uszczęśliwiłem kilku młodych ludzi, którym brakowało kilka złotych do szczęścia…
aż tu…
człowiek mnie pyta ile kosztuje wizyta na Izbie Wytrzeźwień – -mówię, że nie mam pojęcia
zaczyna się historia
umarł był ziom z parafii
był pogrzeb
po pogrzebie mus jest wypić za duszę zmarłego
a jeśli się go bardzo lubiło….
przyjechała straż miejska, której w tej okolicy nikt nie widział
zabrała człowieka na Izbę…
….
- pytają się mnie gdzie mam skarpetki
- jak to?
- normalnie, ja im na to, że do sandałów skarpet się nie nosi
- wiadoma sprawa
- no ale te durnie tego nie wiedzą
…
umówiliśmy się pod biedronką na flaszkę


























