Sceny z życia (pro)rodzinnego
Nepotyzm to wstydliwa choroba przenoszona drogą władzy.
Z Ojców (na urzędach) na Synów i Córki (na stanowiska).
Z Głowy Państwa (niekoronowanej) na Pomocne Ręce (wybitnych specjalistów od cateringu).
Z Wielkiego Mistrza (Sched(yn)a po Wielkiej Koszykówce) na Byłych Współpracowników (“znali się, to znają się na koszykówce”).
Najważniejsze jest zaufanie…
do powinowatych, uznanych specjalistów, Byłych Współpracowników…
i wzajemnie
Peru(ka) dla każdego!
by latało się lepiej. wszystkim.
Zawistna PiSowszczyzna próbuje zdyskredytować “podróż życia” miłościwie nam premierującego Donalda Tuska. Ci mali (nomen omen) ludzie będą jednak musieli ugiąć się pod powalającą konkretnością planu tego rządu. Mamy analogiczną wiedzę z kół zbliżonych do Sił Światłości, że te mityczne miliony wydane na przelot za ocean i z powrotem nie pójdą na marne. Rząd w ramach realizacji przedwyborczych obietnic planuje, by każdy obywatel, niezależnie od zawartości teczki w IPN, mógł polecieć na tydzień do Ameryki Południowej i zażyć tej samej przyjemności, która była udziałem PanaPremiera (wraz z małżonką). Ponieważ Siłom Światłości bliska jest idea Taniego Państwa, PanPremier użyczy rządowego samolotu, a do Gdańska na weekend będzie jeździł rowerem. W tej chwili koalicjanci spierają się jedynie o liczbę miejsc dla rolników na pokładzie rządowego samolotu.
Finansowanie tego programu ma zapewnić sprzedaż archiwum i publikacji “naukowych” IPN w punkcie skupu makulatury.
Niech Moc z Wami będzie.
8:15 am albo poranna porcja ożywczej smoły
kto wie, ten zrozumie
kawa Kimbo
przygotowana oczywiście w makinecie
własciwa moc i aromat
do tego trochę mleka (kawa jest zbyt czarna, by udało się ją zabielić)
i odrobina cukru (tak, kawa musi być mocna i słodka)
i takie dwa solidne kubeczki
to lepsze niż amfetamina (chyba, bo ścierwa nie zażywam)
jedna z niewielu pozytywnych rzeczy na tym świecie
prawie jak orgazm, do ostatniej kropli
pochwała lenistwa

Lenie wszystkich krajów, łączcie się (przez Internet)!
Leniwi żyją dłużej!
tak troche bajdełej pewnego Dutcha, przez g.pl zwanego Duńczykiem.
Bohaterski i pomysłowy młodzieniec, jak inny student, który swego czasu
wpadł na równie głupi, co genialny pomysł, by nic nie robiąc zarobić kupę kasy.
Człowiek powinien się składać z czasu wolnego i chęci do pracy.
Znaczy: pracować tylko wtedy, kiedy ma na to ochotę.
Czego sobie i państwu życzę.
Ja jednak jestem zbyt leniwy, żeby coś podobnego zrobić.
Zawsze wierni ideom Markowizmu i Lenizmu!



























